Walizeczka.pl portal turystyczny

Wyszukaj Ofertę

Kategoria
Podkategoria
Region
Położenie
Wybierz kategorię aby wyświetlić więcej opcji
Szukaj

Aktualności i konkursy

Jesień Nad Morzem - ruszyła!

Jesień Nad Morzem - ruszyła!

Zapraszamy Państwa nad morze! Ruszyła...

2010-09-21 12:09:00
Rozwiązanie konkursu ASR

Rozwiązanie konkursu ASR

Witamy W konkursie na relację sponsorowanym...

2010-06-21 16:48:00

Wybrane Atrakcje

Wrocław - miasto spotkań

Wrocław - miasto spotkań

Spotkajmy się we Wrocławiu

Relacja Nie tylko cholewka

Dodał: Anonim, data: 2011-09-25 10:12:38


Nie tylko cholewka
 Na zewnątrz sprawia wrażenie nieprzyjemnego, groźnego nawet, ziejącego ogniem kombinatu. Lecz powłoka ta skrywa najcenniejszą część jego słodkiego charakteru pamiętającego średniowiecze, a nawet starożytne czasy greckie. Tu odkrywamy Tarent skłonny do zadumy, sentymentalnych wspomnień, ale też szaleństw przynoszących przyjemności ciałom podróżników, którzy zdecydują się poświęcić mu więcej swego czasu.

Lubię ludzi niepozornych. Ci, którzy zawsze znajdują okazję do tego, by podkreślić swoje zalety i zasługi, szybko tracą moje zainteresowanie. Zwracam się chętnie ku mało popularnym, nie garnącym się do sławy, często introwertyków pielęgnujących, czasem mozolnie, swoje ogródki – bywa – niezwykle specyficzne.
Z miejscami mam tak samo. Na przykład Tarent. Niby duże miasto, ale kiedy mówimy: Italia, przychodzą nam do głowy nazwy sławnych miast włoskich, ale Tarent? Niekoniecznie. Tarent leży w Apulii. A Apulia jest obcasem tego buta. (W tym miejscu spontanicznie ukułam nową frazę, która odtąd może być używana jako metafora czegoś, co nie zajmuje pierwszych miejsc list przebojów, a mimo to, a może właśnie dlatego, warte jest uwagi. Przypomnijmy: „być obcasem tego buta”, w wersji włoskiej: „essere tacco della scarpa”). No więc Tarent jest obcasem tego buta i dlatego właśnie tam się udałam.

Najczęściej turyści przejeżdżają długi na 400 kilometrów region – Apulię tylko po to, żeby dostać się w inne miejsce, na przykład, do portu skąd promy płyną na Korfu, lub do Igoumenitsa. Tendencja ta utrzymuje się od średniowiecza, kiedy to rycerze mijali Apulię w trakcie krucjat do Ziemi Świętej. Ja postanowiłam zatrzymać się tu na dłużej.
Do większości miast „obcasa tego buta” można dotrzeć korzystając z komunikacji publicznej. Podróżowanie własnym samochodem to jazda na łatwiznę. W ten sposób nigdy nie wejdzie się właściwie w interior. Postawienie na komunikację publiczną ma sens – podróżny dostraja się do rytmu życia mieszkańców regionu. Pociągiem dostałam się do Tarentu. Niestety dworzec usytuowany jest w tej części miasta, która w ogóle nie nadaje się, aby spędzić tam wakacje. Północna dzielnica jest bowiem królestwem żelaza, domeną metalurgów, zawodowym rajem dla hutników. Może gdyby nie to, że sama pochodzę z miasta o profilu hutniczym, rzuciłabym się w zwiedzanie industrialnego cuda. Wolałam jednak ominąć kombinat w poszukiwaniu czegoś mniej ciężkiego – bardziej na lato. Okazało się, że wystarczy przekroczyć tylko jeden most – Ponte di Porta Napoli – i już byłam w centralnej części miasta – ślicznego, nadmorskiego, ze starówką.

Za niepozornością niektórych osób często kryje się burzliwa przeszłość. Tak jest z Tarentem. Po pierwsze – problemy z ustaleniem pochodzenia. Właściwie nie wiadomo kto był ojcem. Czy spartański heros Falantus, czy syn Posejdona – Taras. Najprawdopodobniej miasto założyli Spartanie zrodzeni z nieprawego łoża, a poczęci podczas wypraw myśliwskich swych ojców. Początkowo Tarent rozwijał się bez zaburzeń. Z uwagi na strategiczne położenie był liczącym się w Magna Graecia dostawcą wełny, ostryg, małży i barwników; z rozkładających się tarenckich mięczaków wytwarzano cesarską purpurę. W późniejszych wiekach jednak miasto zniszczone przez Rzymian było już tylko niewielkim portem rybackim. Dopiero Napoleon zwrócił uwagę na jego lokalizację – dogodną, bo nadmorską. Jednak za zaszczyt goszczenia włoskiej floty (już po zjednoczeniu Włoch)Tarent słono zapłacił podczas II wojny światowej – został zbombardowany. Po tych przejściach zamknął się w sobie. Na zewnątrz sprawia wrażenie nieprzyjemnego, groźnego nawet, ziejącego ogniem kombinatu. Lecz powłoka ta skrywa najcenniejszą część jego słodkiego charakteru pamiętającego średniowiecze, a nawet starożytne czasy greckie. Tu odkrywamy Tarent skłonny do zadumy, sentymentalnych wspomnień, ale też szaleństw przynoszących przyjemności ciałom podróżników, którzy zdecydują się poświęcić mu więcej swego czasu. Jak go spędzić?

W Tarencie mieściła się niegdyś świątynia Posejdona, teraz możemy jedynie podziwiać doryckie kolumny, dawną ozdobę budynku. Wyglądają jak dobrze zachowane staruszki: mimo, iż nadgryzione zębem czasu, to jednak wciąż posiadające własne zęby – mam na myśli widoczne charakterystyczne żłobienia z ostrymi zakończeniami. Tam – na rogu Piazza de Castello przesiadywałam często medytując nad trwałością rzeczy w nietrwałym porządku świata.
Stare miasto tworzy sieć ciasnych uliczek i alejek. W samym jej środku usytuowana jest Katedra. Stoi tu od XI-wieku. Poświęcono ją patronowi Tarentu – świętemu Cataldo, irlandzkiemu mnichowi, który w VII wieku zatrzymał się tu na dłużej (jak ja tego roku). Co go do tego skłoniło? No cóż, przewodniki wspominające tę postać mówią o tym, że postanowił „oczyścić atmosferę” zatrutą upadkiem obyczajów tubylców. Można jednak domyślać się kilku innych przyczyn, dla których zmęczony tułaczką (wracał przecież aż z Ziemi Świętej) postanowił tu osiąść. Może skusiły go świeże rybki, ośmiorniczki, krabiki. Mnie by skusiły. Na tarenckim targu rybnym dostępne są najróżniejsze frutti di mare – świeżutkie, na patelenkę, na masełku, z czosneczkiem (na przykład). W każdym razie święty Cataldo zatrzymał się w Tarencie z powodu rozpusty, jakby jej nie rozumieć. Ja często poddawałam się tu rozpasaniu, zwłaszcza w knajpie, gdzie podawano wyławiane z Mare Piccolo słynne tarenckie ostrygi wraz z napojem zwanym spritz, przyjemnie rozchodzącym się po moim ciele wydanym na pastwę słońca Italii na samym obcasie tego buta. To właśnie słodycz Tarentu chowana dla tych, którzy decydują się zostać tu dłużej. A jest w Tarencie gdzie się zatrzymać. W serwisie HostelsClub.com (jak zwykle) znalazłam co najmniej cztery miejsca noclegowe warte uwagi: B&B Albergo Lamanna, B&B My Life – uroczy dom, a jego gospodarze udostępniają gościom odgród pełen południowej roślinności, Casa Meda – mieszkanko do wynajęcia, Ostello di Taranto (hostel) – w sercu starego miasta, coś dla miłośników starych kamienic. Obsługa hostelu chętnie organizuje piesze i morskie wycieczki.

Oczywiście, Wenecja, Florencja, Rzym… tak, tak … bogactwo kulturowe tych miast przyciąga jako pierwsze tych, którzy planują podróże do Włoch. Kiedy już poznamy te atrakcje, zwróćmy się ku czemuś mniej sławnemu, a niepozbawionemu uroku, interesującej historii, możliwości choć lekkiej rozpusty. Na przykład Tarent. Cóż włoskie buty mają to do siebie, że nawet ich obcasy godne są ładnej nóżki, zwłaszcza nóżki lubiącej przemierzać nie tylko te najbardziej uczęszczane deptaki.

Karolina Witoj
Podoba mi się!
Nikt jeszcze nie oddał głosu
min min