Walizeczka.pl portal turystyczny

Wyszukaj Ofertę

Kategoria
Podkategoria
Region
Położenie
Wybierz kategorię aby wyświetlić więcej opcji
Szukaj

Aktualności i konkursy

Jesień Nad Morzem - ruszyła!

Jesień Nad Morzem - ruszyła!

Zapraszamy Państwa nad morze! Ruszyła...

2010-09-21 12:09:00
Rozwiązanie konkursu ASR

Rozwiązanie konkursu ASR

Witamy W konkursie na relację sponsorowanym...

2010-06-21 16:48:00

Wybrane Atrakcje

Wrocław - miasto spotkań

Wrocław - miasto spotkań

Spotkajmy się we Wrocławiu

Relacja Dalekie podróże

Dodał: Anonim, data: 2011-07-16 16:51:28


Dalekie podróże
Podsłuchałam kiedyś w uniwersyteckiej kafejce, zupełnie mimo woli, rozmowę dwóch humanistów – wykładowców. Jeden z nich opowiadał o swoich dalekich podróżach, mówił o Indiach, zachęcając kolegę, aby wziął udział w kolenej wyprawie. „A po co tam pojadę?” – odpowiedział tamten ze zblazowaną, godną znawcy teoretyków postmodernizmu, miną. (Właściwie myśl swoją sformułował dużo bardziej dosadnie, niecenzuralnie wręcz, co nadało sytuacji komizmu. Pracownik naukowy, humanista, potrafi poza salą wykładową spowodować, że słuchająca go studentka krztusi się kawą przy stoliku obok). Mimo, że nie uczestniczyłam w tej rozmowie, niemal automatycznie przyszła mi do głowy odpowiedź na to „a po co tam pojadę?”. To proste: „żeby się dobrze wyspać”.
Ja, na przykład, lubię spać. Lubię zasypiać w różnych miejscach, także dalekich. Lubię nocować. Jest to dla mnie zazwyczaj duże przeżycie.

„A po co tam pojadę?” – chociaż mocno zblazowane nie jest pozbawione sensu. Czasem przychodzi mi do głowy, obserwując turystów, podsłuchując wakacjuszy, że gdyby chcieć odpowiedzieć na pytanie, dlaczego udają się w podróż, możnaby skonstatować, iż jest to jeszcze jedna neurotyczna potrzeba współczesnego człowieka cywilizacji Zachodu. Ludzie podróżują z nudów, łudząc się, że dystans kilkuset kilkometrów sprawi, iż sami będą kimś ciekawszym; z obawy – bo może ominie ich coś, co jest dostępne i w związku z tym należy z tego skorzystać. Czasem w nastroju nihilistycznym mam takie podejrzenia. Częściej jednak skłonna jestem rozmyślać o podróżach w sposób sentymentalny, wspominając miejsca, krajobrazy, przygody, bez których przeżcia nie byłabym przecież sobą.
Możliwe, że równie przyjemnie jest odpoczywać na tej samej polance od lat, jak i nad dalekim morzem – co roku innym. Możliwe, że równie przyjemnie ( w jakiejś skali przyjemności, której nie znam), ale zupełnie inaczej. To kwestia odmiennej „gąstości powietrza” jakiej doświadcza się w różnych miejscach. Organizm podróżnika miesza się z innym zupełnie światem. Tak (enigmatycznie, wiem) najczęściej ujmuję swoje doświadczenia bycia w różnych miejscach – dalekich i bliskich.
Nie chodzi wcale o to, że podróże dalekie są bardziej wartościowe, niż uczestnictwo w sianokosach w Sianożętach. Absolutnie nie. Ale też zupełne zanegowanie („a po co tam pojadę?”) walorów podróży dalekich jest mocno przesadzone.

Jeśli chodzi o wspomnine na początku Indie... No więc, byłam. I nic tu nie napiszę o tym jak są piękne, pachnące, zróżnicowane kulturowo. Znam co najmniej kilka książek, których autorzy zrobili to świetnie. Poza tym (wiadomo) szkoda słów, trzeba to przeżyć samemu. Żeby było jasne – wyruszyłam do Indii zaraz po swoim powrocie z Sianożętów. Po co? „Kiedy ma się lat dwanaście czy coś koło tego, kiedy odrzuciło się już lalki i zniszczyło maszyny parowe, wówczas Francja czy nawet bardziej Włochy, a już na pewno Indie przyciągają nadmiar wyobraźni.” – tyle Virginia Woolf. Rzeczywiście Indie przyciągały nadmiar także mojej wyobraźni. Chociaż starałam się nie mieć zbyt wielkich oczekiwań i nie liczyłam na to, że „poznam kulturę Indii” w dwa tygodnie. Kiedy się człowiek nie napina, spontanicznie – poznaje więcej. Na pytanie „a po co tam pojechałam?” odpowiadam, wcale nie ironizując: „żeby się dobrze wyspać”. Nie, żebym miała jakieś znaczące niedobory snu, nie. Ja lubię spać. Doświadczenia zasypiania w obcych miejscach są memu sercu, gdzie gromadzę najpiękniejsze wspomnienia, bardzo bliskie. Moment, kiedy w półśnie już prawie nie zauważam jak moja odpływająca świdomość miesza się z atmosferą odległego od domu miejsca. To są bardzo intymne chwile. Nie można ich sfotografować, nie zawsze też udaje się je zapmiętać. Budzę się jednak przesiąknięta krainą, w której jestem.
Dlatego bardzo ważne jest dla mnie miejsce noclegu. Może i romntyczniej byłoby czasem spać pod gołym niebem, albo w chatce, której światełko wabi pośród nocy. Nie zawsze jednak podróżuję z obstawą i noclegi rezerwuję jeszcze przed podróżą. Nieocenioną pomocą jest internetowy serwis HostelsClub.com – nie znalazłam lepszego. Nigdy nie zawiodłam się jeśli chodzi o standard i bezpieczeństwo miejsc noclegowych, które można w HostelsClub.com zarezerować. I tym razem nie rozczarowałam się. W New Dehli zakwaterowałam się w „Mystique Moments”. Niewielki pensjonat w północno-zachodniej dzielnicy miasta, w Pitampura. To nie jest „turystyczna dzielnica”, leży z dala od miejsc, gdzie handlarze (często naciągacze) używają swoich podstępów, aby sprzedać swój towar naiwnemu turyście. W Pitampura jest spokojnie. Można tu podglądać życie mieszkańców New Dehli, takich, którzy jeżdżą metrem do pracy, kupują w marketach. „Mistique Moments” prowadzi małżeństwo – przemiła para chętnie pomagająca przy planowaniu wypraw do innych dzielnic miasta, rezerwacji wycieczek. Jeśli w tym pensjoncie pomieszkać dłużej, można czuć się jak w domu. Przyczynia się do tego wrażenia także wystrój wnętrz, niby wystandaryzowanych na zachodnią modłę, jednak pełnych szczegółów wskazujących na to, że to nie tylko hotel, to także dom ludzi „stąd”. Tu mogłam zasypiać słodko i bezpiecznie w łóżku przyozdobionym kwiatami, pod narzutą ozdobioną wielkim czerwonym sercem.
„A po co jeszcze tam pojechałam?” Czasem kogoś się spotka, pogada i pamięta na zawsze. Tym razem niezpomnianym było spotkanie ze staruszkiem na przystanku. Życzliwie doradził numer autobusu, którym powinnam dojechać, a potem długo i z przejęciem mówił o świecie, który jest zły, ale nie musi być taki, jeśli ludzie postarają się być lepsi. Należy bowiem być dobrym i wyrozumiałym dla bliźnich, szukać i wpatrywać się w pozytywne strony świata i ludzi.
Po to znalazłam się pewnego dnia w New Dehli. Mystique Moments.

Karolina Witoj











Podoba mi się!
Nikt jeszcze nie oddał głosu
min