Wyszukaj Ofertę
Wybrane Atrakcje
Wrocław - miasto spotkań
Spotkajmy się we Wrocławiu
Relacja Smak wakacji
Dodał: Anonim, data: 2011-07-07 16:06:37
Smak wakacji
Różni ludzie różnie podróżują
Moja przyjaciółka jest krytykiem kulinarnym. Poznałm ją jeszcze zanim zaczęła pisać o jedzeniu zawodowo przy śniadaniu w jednym z amsterdamskich hosteli. Uświadomiła mi wówczas jakie zmiany zajdą po tamtym śniadaniu w naszych organizmach i tak się stało. Zaprzyjaźniłyśmy się i od tamtej pory często podróżujemy razem. Anna jest Niemką, mieszka w Berlinie. Wybierając się w podróż umawiamy się w różnych miastach zazwyczaj Europy, gdzie spotykamy się i rozpoczynamy wędrówkę. Nierzadko wybieramy cel podróży biorąc pod uwagę promocje internetowego serwisu HostelsClub.com (jesteśmy jego stałymi klientkami i fankami, tym bardziej go lubimy im więcej rabatów na noclegi przysługuje nam w hostelach świata, kiedy posługujemy się naszymi kartami członkowskimi). To nam wiele ułatwia.
Pewnego dnia Anna obudziwszy się pod niebem nad Berlinem zapragnęła mnie odwiedzić. Mieszkam w Krakowie, w którym ona wówczas jeszcze nigdy nie była. “Najwyższy czas!” – odpowiedziałam przyjaciółce – “Wszyscy już przecież byli w Krakowie!” (Nieraz torując sobie drogę na uczelnię wzdłuż ulicy Grodzkiej rzeczywiście miałam wrażenie, że w Krakowie są wszyscy). Z Krakowa miałyśmy wyruszyć na północ.
Nie mogłam zaoferować Annie noclegu. Moje warunki mieszkaniowe zawsze pozostawiały wiele do życzenia, ale tamtej wiosny zajmowałam trzecią część pokoju mieszkania, w którym rezydowało o jakieś pięć osób za dużo. (Każdy średnio bogaty napływowy student Uniwersytetu Jagiellońskiego wie o czym mówię). Przyjaciółkę mogłabym ewentualnie zakwaterować pod stołem w kuchni. Ale co ona by sobie pomyślała o polskiej gościnności!
Obiecałam zorganizować jej noclegi jak zwykle – interesująco i niedrogo. To miała być niespodzianka. Jaką niespodziankę dla specjalistki od jedzenia może przygotować specjalistka od nocowania? Jestem bowiem specjalistką od nocowania. Zupełnie bez wstydu wyznam, że często bardziej niż zabytki architektury i inne sightseeing ciekawią mnie w podróży miejsca, w których mogę rozgościć się na chwilę, spędzić noc, czy dwie, pogawędzić z recepcjonistą i gośćmi. Noclegi są idealna ku temu okazją. Oczywiście, im hostel bardziej oryginalny, tym lepiej dla moich wrażeń z podróży. Chciałam zatem połączyć talent Anny do jedzenia z moim talentem do nocowania. W HostelsClub.com znalazłam coś, co zdało egzamin.
Kraków w jadłospisie
Małopolski Szlak Owocowy – chluba województwa – “został powołany do życia w celu promowania i ochrony lokalnych zasobów dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego oraz rozwoju wspólnot i społeczności lokalnych w kontekście ochrony środowiska” – czytamy w przewodniku dla turystów. Postanowiłam wzbogacić tę odżywczą ideę o wersję miejską. Zorganizowałam dla przyjaciółki Krakowski Trakt Owocowy.
Anna pierwszą noc w mieście Kraka spędziła w Lemon Hostel, w pięknej XIX-wiecznej kamienicy tuż przy Rynku. (W tych warunkach wszystkie marketingowe triki spod szyldu “magiczny Kraków” zaczynają działać). Lemon Hostel jest świetnie zlokalizowany – przy ulicy Straszewskiego; jest tam zacisznie, ale blisko do centrum miasta. Następnego dnia wzięłam walizeczkę przyjaciółki i przeprowadziłam ją przez malownicze krakowskie Planty na słynną ulicę Floriańską.
Tam Anna zamieszkała w hostelu Tutti Frutti, gdzie mogła zasnąć z widokiem na truskawki (tapeta nad łóżkiem) i zjeść śniadanie patrząc na kiwi (tapeta w sali jadalnej). W między czasie wzięła udział w jednej z imprez, z których znany jest Tutti Frutti. Później coś przebąkiwała o tym jak było wspaniale, kiedy wszyscy podczas gry w chowanego schowali się do jednej szafki. Naprawdę jej się podobało. O mało co ległby w gruzach mój plan przenocowania Anny we wszystkich spożywczych hostelach w Krakowie. Chciała zostać w Tutti-Frutti, ale przemówiłam do niej jej własnymi słowami, które zapamiętałam z jednego śniadaniowego wykładu wygłoszonego w czasie którejś z naszych wcześniejszych podróży: “Odżywianie się wyłącznie owocami nierzadko bywa przyczyną nadkwasoty. Zjedz czasem coś konkretnego”. To przemówiło do mojej przyjaciółki. Przeprowadziła się do Honey Hostel (“Miód także zawiera fruktozę”). Hostel Miodowy, oczywiście, znajduje się przy ulicy Miodowej – na Kazimierzu – w najbardziej rozrywkowej dzielnicy Krakowa. Dla Anny ta lokalizacja była główną zaletą tego miejsca; ja, która niejedno już “z-piątku-na-sobotę” spędziłam w tej okolicy, skupilam się na detalach. Kiedy przyniosłam walizeczkę Anny do pokoju Honey Hostel urzekł mnie... taboret – cały w pszczółki i plastry miodu. Trochę bym się bała usiąść, żeby nie użądlił, ale patrzeć mogłam bezboleśnie.
Anna była zachwycona Kazimierzem. Jej kulinarne zainteresowania nie pozwoliły jej co prawda przejść przez Plac Nowy bez spróbowania prawie wszystkiego, co można tam zjeść, fachowego komentarza, ewentualnie przedyskutowania sprawy z panem od kotletów, panem od szaszłyków oraz współbiesiadnikami. Czasem jej chęć dzielenia się wrażeniami kubków smakowych krępuje mnie, ale staram się ją rozumieć. W końcu ona rozumie moje bziki, każące mi sprawdzać różne miejsca noclegowe i przeprowadzać się kilka razy w ciągu tygodniowego pobytu w jednym mieście.
Kawał świata do zjedzenia
Po czterech dniach spędzonych w Krakowie wyjechałyśmy w kierunku północy trzymając się tego samego klucza noclegowego: w Toruniu przenocowałyśmy w Hostel Orange (“witamina C wzmacnia system odpornościowy”), w Poznaniu w Cinnamon Hostel (“do kawy dla smaku, ale tylko szczypta”). I tak smacznie spędziłyśmy uroczy tydzień. Pożegnałyśmy się na poznańskim peronie z silnym postanowieniem przetestowania kolejnych hosteli owocowych w Europie: Orange w Amsterdamie, Apple Hostel w Barcelonie i w Petersburgu, tam też planujemy odwiedzić Marmalade Hostel. Jeśli kiedyś dotrzemy za Wielką Wodę do Los Angeles, to koniecznie Banana Bungallow.
Karolina Witoj

